Start arrow Moje Publikacje arrow Rozwiać przesąd
Rozwiać przesąd E-mail
 
Myślę sobie, że w końcu trzeba rozwiać mit jakoby blues był muzyką diabelską. Najpierw zacznę od tego jak to ostatnio mój sąsiad powiedział mi; niech pan pamięta, że to, co świeckie lepiej się sprzedaje. Bez najmniejszego wątpienia tak jest sąsiedzie !. Myśle sobie, że podobnie było gdzieś w dziejach historii bluesa, chciano go sprzedawać, zatem legendy diabelskie swą „niesamowitą sensacyjnością” przypasowały do popytu – ludzie szukają nesamowitości, sensacyjności. No i tak stworzono legędę Roberta Johnsona, jakoby zaprzedał duszę diabłu.  Apropo Johnsona, Robert Palmer swój film Deep Blues kończy stwierdzeniem, że Robert Johnson siedział pod koniec życia z nogami w błocie i myślał o Królestwie Niebieskim. Ale tego przecież nikt dzisiaj nie cytuje. Dlaczego myślał o Królestwie? Dlaczego Królestwo niebieskie było dla niego ważne? Nad tym się nikt dzisiaj nie zastanawia, lepiej jest powtarzać demoniczno – sensacyjno – tragiczną legendę.

Również Tommy Johnson ukół legendę diabelską -manifestował swoje powiązania z diabłem, ale jak się później okazało uczył się grać nie od diabła w zamian za zaprzedanie duszy, tylko od Charley Pattona i Willie Browna z Delty. Ostatnio w różnych miejscach cytowłem wypowiedź czarnoskórego poety Leroy Jones’a o źródłowym pochodzeniu całego bluesa z gospel - pieśni ewangelicznej. Leroy jest cytowany w wydawnictwie Mistrzowie Bluesa, ale tego nikt nie zauważa przecież, bo blues powiązany z gospel jak to, to niemożliwe? Niektórym, we łbie się to nie mieści, jakoś to im nie po drodze - blues i gospel. Początki bluesa – gospelowe? W wielu tekstach bluesowych pojawiają się zwroty wyciągnięte wprost z Biblii. W ilu pierwszych tekstach pojawia się słowo Boże – w geście wołania o pomoc. Na przykład zwroty takie najbardziej sztandarowe: Oh! Lord have mercy on me!.Oh Lord help poor me, You’ve got to reap just what you saw, Don’t let your right hand knows what your left hand do,  The Good  Book tell me, I got down on my knees and pray itp. Tego jakoś się też nie zauważa, a może ignoruje.

Blues bez wątpienia uległ i ulega w dalszym ciągu ześwietczeniu tak jak różne dziedziny naszego życia. Powiem wiecej blues uległ gdzieś zwulgaryzowaniu dla pewnej sensacji reklamnowo – handlowej. W historii bluesa można odnaleźć bluesy chamsko - prymitywne w warstwie tekstowej, takie z wulgaryzmami, które namawiały wprost to rozwiązłego stylu życia itp. Blood Almer w swoim repertuarze bluesowym miał zawsze takie bluesy, które tekstowo były dobre. Warto zadać sobie pytanie, dlaczego ludzie dość powszechnie bardziej przyjmują to, co sensacyjne, tragiczne, krwiste, przestępcze, masakryczne, koszmarne? To tak samo jak z informacjami o 19.30 – to kronika kryminalna. Dlaczego nie podaje się na pierwszym miejscu rzeczy dobrych? Nie jednemu rozkołatanemu emocjonalnie człowiekowi to nie pasuje nie pobudza go coś dobrego, dla swoich rozwalonych nastrojów potrzebuje najlepiej krwistej pożywki. Podobnej pożywki szukano i szuka się stale na bluesie.

Blues wywodzi się z gospel, a gospel - pieśn ewangeliczna nawiązuje do odwracania się od zła i pójścia w kierunku dobra, do Boga. Iść w dobrym kierunku to dzisiaj nieciekawe!!!. Jak ktoś nawyrabia w tym życiu, dokona jakiejść perwersji lub czegoś podobnego to jest temat, to jest o czym gadać.

Poza tym - gdzie mówi się o diable? W Biblii – Ewangelli – Gospel. Dlatego blues w warstwie tekstowej mówi też jak to demon czyni zło. Skąd blues wie o tym, a no z gospel, bo to gospel - ewangelia mówi, że jest demon i zło na świecie. Czyli dziedzictwo bluesa jest wprost gospelowe(jeszcze raz Leroy Jones).

Każdy człowiek wierzący w Boga ma świadomość, że diabeł istnieje, natomiast ktoś, kto dzisiaj neguje istnienie diabła, neguje również Boga. Jeśli bluesman śpiewa o diable, który „miesza” w jego życiu to nie w beznadzieji, lecz w chęci znalezienia rozwiązania w nadzieji na lepsze czasy, lepsze jutro.

Szatan jest złym aniołem, który się Bogu sprzeciwił, ale został stworzony jako dobry anioł przez Boga. To jest głęboki kontekst tych bluesowych powiązań z gospel. Ktoś, kto mówi przez bluesa, że jest zło na świecie nie jest przeciwko Bogu, nie tworzy kultu zła itp.

Gdyby blues był diabelkski byłby nie do zniesienia i w ogóle nie do słuchania. Kiedyś powiedziałem, muzyka należy do Boga, rzężenie do demona. No i tak nie jeden muzyk grajacy dzisiaj „bluesa” powinnien klepnąć się w pierś i zapytać się o swoją wiarę, przestać już kultywować bluesa jako coś rozkiełznanego, dopasowanego do własnego powywracanego życia, bo tego nigdy czarni nie robili. Ci biedni ludzie szukali oparcia w wierze w Bogu w tych trudnych ich dziejach prześladowania, ucisku, a blues był ich środkiem przekazu itp. Kiedy Leadbetter śpiewał Midnight Special - to światła pociagu w tej pieśni były dla niego symbolem wolności nadzieji a nie zwątpienia. Kiedy śpiewał, że wykopie dół i tam wsadzi diabła to po to, żeby go nie dreczył wiecej itp. U nas natomiast są, coniektórzy chorzy na bluesa, skazani na bluesa, kultywujący bluesa jak „rerligię” itp. To poetyka kompletnie nie bluesowa, no ale można na niej coś „ugrać”, „ujechać” na niej kawałek itp. Zatem chory jest ten polski twór bluesa i tak samo chore jest takie oblicze bluesa w Polsce. To nie są dobre wzorce do naśladowania szczególnie dla młodych ludzi interesujacych się bluesem. Z pełnym szacunkiem dla każdego człowieka, ja nikogo nie przekreślam, mówię tutaj o postawach i zachowaniach, z którymi się nie zgadzam. Między innymi, dlatego gloryfikowanie na fali bluesa ćpunostwa i pijaństwa i choroby to polska pomyłka - nibyblues. To tylko chyba w tym Kraju można takie rzeczy wymyślać. To taki nihilistyczny „polski blues”, którego de facto nie ma, bo jest on nierzeczywisty, jest to fikcja i  iluzja chorego człowieka, który podlega wpływom niestety złych myśli. Zatem to, co nie jest bluesem zostało nim nazwane. Dorobiona chora filozofia - stanowi paradoks total. Faktycznie blues z całkiem innego pnia się wywodzi. Grany jest na całym świecie również w Polsce, bo przełamał wiele barier, ale to jest ciągle ten sam blues z Południa Satnów, który wyrasta z cierpienia, które jest podparte wiarą w Boga. Bez tego blues to próżniowa forma. Jest wielu takich, co to tę  bezwartościową próżnię muzycznie podtrzymują. Blues bez wartości takich jak wiara, nadzieja, wolność to pustka muzyczna, formalizm muzyczny. Komu to, po co, na co?


W obronie normalnego wizerunku bluesa Marek Wojtowicz
 
wstecz   dalej »
Copyright © Marek Wojtowicz